Mirror’s Edge Catalyst – Zamknięta Beta

Między 22-26 kwietnia dane mi było skorzystać z kodu zamkniętej BETY Mirror’s Edge Catalyst. Właściwie do gry usiadłem 24 kwietnia, ale czasu i tak miałem nadto. Nie wiedziałem czego się spodziewać. Z jednej strony liczyłem na powtórkę z pierwszej części, z drugiej kompletnie nowego podejścia do rozgrywki. Tak naprawdę otrzymaliśmy coś pomiędzy.

Zacznę od tego, że gra chociaż w sposób mogłoby się wydawać łączy się z częścią pierwszą to tak na prawdę wspólnym mianownikiem jest wykreowany świat i postacie. Fabuła to nowa historia. Po raz kolejny przyjdzie nam wcielić się w postać Faith . Zagubioną buntowniczkę o niesamowitych zdolnościach parkour. Trafiamy znów do miasta szkła i stali o nazwie Glass. Surowego, oschłego i rządzonego w totalitarno-korporacyjnym drygu. Właściwie to tyle. Serio. Szczerze mówiąc to średnio mnie to obchodziło, że gram właśnie Faith. Nie urzekła mnie tak, jak w odsłonie z 2008 roku. Beta daje dziwny zarys fabularny, który nic nie tłumaczy, a raczej wprowadza w konsternacje. Czuję pewien dyskomfort podczas grania w momencie, kiedy do końca nie wiem po co tak naprawdę wykonuję zadania. Potrzebuje chociaż minimalnego wytłumaczenia. Beta to takie latanie w tą i z powrotem. Udajemy się do gościa A, a potem do miejsca B. Potem znów, ktoś nas wyśle w inne miejsce itd. Lepiej jak by wywalili w becie fabułę i dali jakiś Post Man Mode, albo DHL, DPD challange. Nie chcę sugerować, że w pełnej wersji gry cała fabuła będzie miałka, ale beta zmusza do pesymistycznych wniosków. Czyżby Destiny musiało się podzielić tytułem “Słyszałem, że gdzieś tu jest fabuła”?

Przejdźmy do aspektów A/V. Tło dźwiękowe to dobrze sprawdzony patent z pierwszej odsłony. W tle usłyszymy przyjemny ambient, ale na główne tło wychodzą dźwięki otoczenia i naszych zmagań. Bardzo przyjemnie słucha się odgłosów kroków, ślizgów, odbić, chwytów poręczy itp.. Doskonale wpasowują się w feeling biegu. Przemierzając dachy można usłyszeć rozmowy mieszkańców w biurach czy mieszkaniach, ryk silników przelatujących samolotów, ptaków i dźwięków z niższych partii miasta. Jeśli chodzi o efekty dźwiękowe jest na prawdę bardzo dobrze. Testowane na 5.1 DTS.

Nieco inaczej jest z wrażeniami wizualnymi, a to za sprawą braku konsekwencji twórców. Na pierwszy rzut oka jest super, ale czym dalej w las tym mniej wyraźnie. Blur bardzo próbuje zakryć niedociągnięcia. Strasznie kują w oczy tekstury w tle. Wystarczy spojrzeć i widać, że panowie z DICE pokpili sprawę wstawiając jakieś jpg na tło miasta. Mam nadzieję, że to się zmieni do premiery gry. Nie mówię, że gra jest brzydka, bo nie, ale spadki jakości są bardzo widoczne. Oświetlenie to pierwsze skrzypce, ale w końcu gra oparta jest na silniku Frostbite, wykorzystanego do produkcji Battlefield. Gra miała oferować 60 klatek na sekundę. Tutaj także jest problem bo framerate jest niestabilny. Raczej bym skusił się o stwierdzenie, że płynność gry mieści się w przedziale 40-60kl/s., co właściwie zostało także potwierdzone przez Digitalfoundry. Czy to przeszkadza?  Nie bardzo. W płynności animacji przeszkadza mi tylko to, że czasem robi się nie płynna i spada niekiedy poniżej 30kl/s. Zdarza się to bardzo rzadko więc wybaczam. Gra w swoim założeniu kreacji świata jest bardzo spójna. Ludzie zarzucają tytułowi, że jest pusto, mało detali itp. Tak miało być, tak ma wyglądać świat w uniwersum Mirror’s Edge. Wystarczy spojrzeć jak przedstawiony jest zwykły obywatel. To cień człowieka – dosłownie. Chodzące grupy lemingów wykonujące codzienne czynności. Szara masa. Świat bez emocji. Cel to pieniądze i władza. Jeśli ktoś nie potrafi połączyć tych faktów to, będzie miał duży problem z wizualną stroną MEC.

Nowością w MEC jest otwarty świat, co za tym idzie pojawia się dużo zadań pobocznych. Gra to sandbox umieszczony na dacharz wieżowców i niekiedy ich wnętrz. Twórcy oddali nam miasto, w obrębie którego, możemy się dowolnie poruszać. “Dowolnie” jest oczywiście troszeczkę naciągniętym określeniem, bo teren ogranicza się dosłownie do dachów, ale nie miałem z tym kompletnie problemu i nie czułem ograniczeń przestrzeni. W dowolnym momencie, możemy odstawić główny wątek i skupić się na innych zajęciach. Gra pozwala nam na zwiedzanie terenu i przemierzać go na różne sposoby. Po za osią fabularną można wykonywać zadania polegające na dostarczenia paczki na czas, szukać ukrytych znajdziek, których są po prostu setki czy brać udział w trialsach. Trialsy to świetny tryb wyścigów na czas, w którym musimy dostać się z z punktu A do punktu B w dowolny sposób. To od nas zależy jak tam dotrzemy więc, aby osiągnąć świetny czas, kilka razy przyjdzie nam zmierzyć się z trasą i dokładnie zbadać dostępne drogi. Oczywiście jest lista wyników i możemy mierzyć się z innymi graczami oraz znajomymi.

Nowością, jest także drzewko rozwoju postaci. Chyba nikt nie spodziewał się, że umiejętność przeskoczenia barierki będzie dostępna po odblokowaniu. Na szczęście system jest prosty. Zadanie -> Exp -> Skill point. Rozwijamy trzy drzewka umiejętności. Zdolność poruszania, walka i wyposażenie (np. linka).

Wersja beta gry oferowała, całkiem nieźle rozwiniętą bohaterkę co widać na powyższym screenie, ale łącznie w czasie gry przyszło mi dołożyć 4 lub 5 umiejętności. Przez taki system rozwoju postaci, niektóre miejsca będą dla nas niedostępne do czasu zdobycia odpowiedniej umiejętności. Uważam to fajne rozwiązanie.

No dobra, czas na wrażenia z samej mechaniki. Jest bardzo dobrze. Sposób poruszania się jest łatwiejszy, bardziej intuicyjny i w sumie nie miałem problemów z nauką obsługi pada czego doświadczyłem przy pierwszej odsłonie. Tak samo jest z walką. Możemy obić przeciwnika w tradycyjny sposób, albo skorzystać z systemu ataku w biegu co wymaga od nas trochę uwagi i wyczucia, a w nagrodę,  nie przerywamy biegu. Wieść gminna niesie, że starzy wyjadacze jedynki całą tą zmianą są trochę zmartwieni, ale mimo wszystko też im się to podoba. Osobiście uważam, że taka zmiana wpływa pozytywnie na feeling biegu, który jest clou zabawy. Rozpędzamy się i pokonujemy teren w nieprzerwanym biegu, skokach, odbiciach i walce.

No to jak z tym Mirror’s Edge Catalyst jest w końcu? Uważam, że gra potrzebowała takich zmian. Jest więcej, luźniej, ładniej, szybciej i może mniej ciekawie (jak na razie) za sprawą fabuły. Bardzo przyjemnie biegało mi się po Glass i mocno wkręciłem się w szukanie wszelkich znajdziek, ale tak już mam. Fabuła fabułą, ale mapę trzeba wyczyścić. Starzy fani prawdopodobnie na nowo odnajdą się w świecie Mirror’s Edge. Nowi gracze mogą mieć problem w wejściem w uniwersum i mechanikę gry, ale jeśli parkour = świetny pomysł to polecam sprawdzić tytuł. Osobiście wstrzymam się przez jakiś czas przed kupnem, aż cena trochę spadnie.