Oficjalnie przyznaję nagrody dla Bungie w kategoriach “Najlepszy recykling” i “Firma przyjazna środowisku”.

Kolejny raz dostaliśmy nic nowego. Kilka nowych elementów armoru, kilka nowych broni, a to wszystko zrobione na starych assetach. Prison of Elders to tak na prawdę to samo, tylko z podniesionym odpowiednio levelem i zamiast pięciu rund dostajemy trzy rundy, z bossem w każdej. Raz na tydzień możemy zrobić bounty. 30 tysięcy punktów podczas jednego meczu – banał i 90 tysięcy punktów w przeciągu tygodnia – banał to mało. W nagrodę dostajemy sześcian, po otwarciu którego wypadają losowe nagrody: broń, armor, boostery reputacji crusible lub vanguard.

Podniesiony light do 335 to pretekst do kolejnego grindu. Nic no-we-go. Wow. Tyle dobra i wszystko do zrobienia w jeden wieczór. Nie mówię o lightcie, bo to wymaga trochę czasu, ale jak mówi stare chińskie przysłowie “Jeśli trzy postacie masz, light szybko uzbierasz” czy jakoś tak.

Ogólnie mam wrażenie, że więcej pracy  włożono w reklamę i hypeowanie nowego update. Ja wiem, że za darmo i tak dalej, ale bez przesady. Zapowiadało się na kawałek dobrego contentu, a tu lipa. Dobrze, że za chwilę pojawia się turniej Iron Banner  i tydzień zleci na zmaganiach pvp, chociaż i w tym aspekcie nie jest najlepiej, za sprawą ułatwienia zdobywania punktów i zaliczania bounty. Quo vadis Destiny?

Oby ostatni dodatek był wart wydanych pieniędzy  i zwiększył apetyt przed Destiny 2.