“Liczą się adrenalina i ośmiobitowa krew ściekająca po ekranie”. Takim hasłem reklamują wydarzenie organizatorzy czwartej edycji Pixel Heaven. Chociaż aż tak hardcorowo nie było, to klimatu imprezie nie można odmówić.

W ubiegły weekend  4.06. miałem przyjemność odwiedzić po raz pierwszy cykliczną już imprezę Pixel Heaven w Warszawie. Wybrałem się w towarzystwie znajomych, którym nie obce są zawiłości elektronicznej rozrywki. Impreza odbyła się tym razem w starej zajezdni autobusowej MZA.

Pixel Heaven to wydarzenie stworzone przez graczy dla graczy, szczególnie dla miłośników starych komputerów i konsol. Jeśli na takie nazwy jak ZX Spectrum, Amiga, Atari, Commodore kręci Ci się łezka w oku i wracają wspomnienia jest to zdecydowanie miejsce dla Ciebie. Nawet jeśli nie reagujesz nostalgicznym szlochaniem, a interesuje Cię historia grania to i tak powinieneś odwiedzić tę imprezę choć raz. Tu nie ma miejsca na cuda pokroju League of Legends czy Counter-Strike.

Łącznie do dyspozycji było około 100 stanowisk z najróżniejszymi cudami techniki z ubiegłego wieku oraz flippery i automaty arcade. To jest miejsce dla każdego, kto uwielbia grać, oldschool i chce poznać ludzi, którzy tak samo jarają się szeroko rozumianą elektroniczną rozrywką. Od rodziców z dziećmi, graczy przez dziennikarzy growych po samych twórców. Muszę przyznać, że chociaż impreza ma mały zasięg i nie jest komercyjna (bardzo dobrze), utwierdziła mnie w przekonaniu, że droga którą chcę iść jest słuszna i daje mi jeszcze więcej energii.

Piętnaście metrów historii gier wideo.

Chciałbym powiedzieć, że zamiast legendarnego zapachu palonych zasilaczy i ceerteków, to co wdzierało się w nozdrza to zapach zajezdni autobusowej, cokolwiek to znaczy. Ale przecież nie o to chodzi. Zajezdnia podzielona była na dwie części. W pierwszej znajdowały się rozstawione komputery, konsole, flippery i automaty arcade. Kilka laptopów z najnowszymi produkcjami tj. Doom czy Wiedźmin, ale akurat ten sprzęt obsługiwany był przez najmłodsze pokolenie. Obok znajdowało się kilka stanowisk Sociable Soccer, a nad nimi czuwał twórca Sensible Soccer ( Jon “Jops” Hare). Dalej HTC Vive i Oculus Rift, z których można było także skorzystać oraz dość duże stanowisko cdp.pl z grami. Druga część zajezdni przekształcona była na salę konferencyjną, na scenie której odbywały się tematyczne panele. Niestety, nie miałem ochoty posłuchać ani jednego przez TRAGICZNE nagłośnienie. Mówiąc krótko – kubeł.  Na górze był jeszcze wydzielony teren na mini “salę kinową”, gdzie ludzie z  VHS HELL wyświetlali  cuda kinematografii lat osiemdziesiątych.

Właściwie to tyle. Albo aż tyle. Jeśli ktoś chciałby skorzystać z każdej atrakcji i uczestniczyć w wydarzeniach zaplanowanych przez organizatorów, to ciężko byłoby zaliczyć wszystko jednego dnia, a przecież trzeba znaleźć chwilę na rozmowy i wypicie piwa albo nastu.

Cieszę się, że miałem okazję pograć na automacie arcade i coś się we mnie obudziło. Stawiam przed sobą kolejny cel. Zbuduję własną maszynę arcade. Koszty nie są zaporowe i spokojnie zmieści się obok lodówki. Po wakacjach mam nadzieję, że ruszę z projektem, relacjonując na bieżąco postępy pracy.

Miałem także przyjemność poznać chłopaków z padtv.pl, których podcastu słucham już jakiś czas i polecam sprawdzić ich twórczość. Zapoznajcie się także z ich kanałem na YouTube i sprawdźcie “Gościa niedzielnego”- subiektywne podsumowanie tygodnia w wykonaniu Piotrka Modzelewskiego.      

Dla mnie Pixel Heaven wyglądało tak jak opisałem powyżej. Wybrałem się w gronie znajomych by pogadać, wypić piwo, popatrzeć i skorzystać z kultowych już maszyn. Nie ukrywam, że większym sentymentem darzę Pegasusa, SNESa czy PSXa i jak na mój rocznik jest to zrozumiałe, ale kiedy stanąłem przed pierwszym sprzętem w domu na jakim grałem – Amigą, czy Commodore 64 (Robocop wczytywany z kasety magnetofonowej), wspomnienia wracają i wiem, że było warto przyjechać. Byłem w miejscu, w którym czułem się dobrze jako gracz.