Matko bosko. Od momentu, kiedy założyłem tego bloga zaglądam codziennie i mówię do siebie, że zaraz coś napiszę, zaraz spłodzę pierwszy tekst, który uruchomi lawinę kontemplacyjnych wywodów na temat grania wszelakiego. No i coś jest. Nie bezpośrednio, ale zawsze coś. Blog o grach.

Może to wstęp? Nie chciałem od razu wjeżdżać z buta z jakimś tematem. Bo nie wypada? Tak trochę się przedstawię. Cóż to za kolejny koleś, co o grach chce pisać? Szkoda, że rynek growy nie ma jakiegoś restartu, aby spokojnie, zająć wygodną pozycję i zacząć tworzyć. Nowy save i jedziemy. A tak? Jedyny poziom trudności to hard mode. Cóż. Zawsze odpalam hard mode więc powinienem być przyzwyczajony prawda? No, ale  jak to? Tyle stron, blogów, portali, podcastów, serwisów itd., a mi  akurat zachciało się stworzyć kolejny blog o grach.

-Kierwa. Szpetnie zakląłem. – Znowu o grach? Poważnie pomyślałem.

A no tak. O czym mam pisać jeśli gry są najbliższe mojemu sercu? O czym mam pisać jak gry są ze mną od dziecka. Obok standardowych zajęć za dzieciaka jak obrzucanie się kamieniami, wchodzenie na wszelkie drzewa w promieniu 5 kilometrów i znajdowanie świerszczyków poupychanych w piwnicznych cegłach (sąsiad chodził do piwnicy aby…..? huehue), siadałem przed TV i paliłem kolejny zasilacz – sam lub z kumplami. Na wspominki przyjdzie czas i jak uda mi się pozbierać wspomnienia w logiczny ciąg chronologiczny to na pewno się tym pochwalę. Uwielbiam czytać historie innych graczy o tym jak zaczęła się ich przygoda z grami i sam pragnę taką przedstawić. No, ale to na inną okazję.

Po latach widzę, że z tej grupy chłopaczków z przed TV, gram tylko ja. Cóż. Cieszę się, że nie odechciało mi się i gry dalej mnie grzeją. Mniej lub bardziej, ale wciąż.  Od 20 lat wciskam te trójkąty i kwadraty.