Doskonale pamiętam ten dzień. To jeden z tych dni, które zapadają tak głęboko w pamięć, że w momencie wspominek ma się wrażenie jakby to było przed chwilą. Rok 1997. Grudzień. Sobota albo niedziela. W tym dniu na pewno nie byłem w szkole. Godzina raczej wczesna, przedpołudniowa bo było jeszcze jasno. Mama gotowała obiad, siostra siedziała w pokoju. Ja grałem wesoło w Super RobinHooda ze Złotej Czwórki na Pegasusie w swoim pokoju. To były jeszcze czasy, kiedy śnieg padał w grudniu i wszystko było pięknie zasypane. Oto moja przygoda z Playstation.

Grając w typowej pozycji dla 7-letniego dzieciaka – nietęga mina, przechylona lekko głowa, usłyszałem z głębi korytarza od strony klatki schodowej charakterystyczny brzdęk kluczy swojego taty. Wracał z pracy. Wchodzi do mieszkania, a ja wesoło witam się z nim podnosząc swoje cztery litery z wykładziny w drogi i budynki. Tata również się ze mną przywitał, ale trochę bardziej wesoło niż zazwyczaj. Podbiegam do niego. W końcu słyszę, że jest jakiś za bardzo wesoły. Zauważyłem, że trzyma pod pachą duże szare pudło.

przygoda z playstation tatuaż aku akuBliskie spotkanie trzeciego stopnia

– Co masz tatooooo?
– Zaraz Ci pokażę. Wyłącz Pegasusa. To nowa gra telewizyjna – odpowiedział.

Nowa gra telewizyjna? Co? Czyli…że jak nowa? Co może być lepszego niż Pegasus? W ogóle istnieje coś innego niż Pegasus? Oczywiście nie wliczając starego dziwnego sprzętu na kasety u sąsiada (Commodore 64) i jakiegoś ustrojstwa z joystikami (Amiga).Nie ukrywam. Nie byłem zadowolony, że musiałem wyłączyć Pegasusa. Po prostu skąd miałem wiedzieć, że moje growe życie zostanie ukierunkowane na następne kilkadziesiąt lat, a ta sytuacja zapadnie mi tak głęboko w pamięć, że będę do niej wracał rok po roku przy każdej nostalgicznej rozmowie ze znajomymi.

Terapia szokowa rozpoczęła się gdy tata wyciągnął Playstation One z kartonu. Sam wygląd sugerował, że to inna liga. Kompletnie inna. Podobne wrażenie zrobił pad. Dziwny, ale ładny i wygodny. Sceptyczne podejście do nowej “gry telewizyjnej” coraz bardziej ustępowało dziwnej ekscytacji. Teraz nazywa się to hype. Stojąc z boku, przyglądałem się jak tata wszystko podłącza. Zasilanie, audio/video do eurozłącza, pad do konsoli, płyta cd (!) do czytnika, zamknięcie klapy, odpowiedni kanał na pilocie, wciśnięcie power.

Tak zaczęła się przygoda z Playstation

Zadziała się magia. Pojawiające się po kolei loga Sony i PlayStation połączone z tajemniczą melodią uderzyły niczym piorun w jedyne drzewo w okolicy. Zdobyłem się tylko na nieartykułowane łaaaau. Ale najlepsze wciąż było przede mną. Krystalicznie czysty dźwięk (tak, wtedy to było coś), a potem rozbijający się o ekran jakiś rudy lis? Crash Bandicoot we własnej postaci. Oto w tym momencie zwrot gra telewizyjna nabrał nowego znaczenia. Całkowicie innego. Granie zostało zdefiniowane na nowo. Nie tylko dla mnie, ale też dla mojego taty, który był ogromnym fanem gier. Ten dzień był bardzo długi. Kolejne gry, kolejny szok. Zapraszanie kolegów, ich szok, moja radość itd. itd.
Wszystkim życzę dobrych wspomnień z grami i tej czystej dziecięcej radości, mimo, że wiele lat już na karku.